„Daimonic Reality” – Patrick Harpur wyjaśnia, co łączy nas z UFO, potworem z Loch Ness i wróżkami

„Daimonic Reality” – Patrick Harpur wyjaśnia, co łączy nas z UFO, potworem z Loch Ness i wróżkami
Photo by Paolo Chiabrando / Unsplash

Czy rzeczywistość jest dajmoniczna? Jak często się nad tym zastanawiamy? No właśnie, ja zastanawiałam się nad tym rzadko, z akcentem na chyba nigdy.

Ale po spotkaniu z opowieścią, jaką skonstruował dla nas Patrick Harpur, dajmoniczność wkroczyła dumnie na moje salony (o strychu i piwnicy nie wspominając).


Patrick Harpur, okładka książki - „Daimonic Reality: A Field Guide to the Otherworld”

Otwieramy Archiwum Dajmoniczne

„Dajmoniczna warstwa” - takowe właśnie określenie skonstruował Patrick Harpur, autor książki „Daimonic Reality”, aby za jego pośrednictwem rozprawić się ze wszelkimi paranormalnymi i nadzwyczajnymi objawieniami i objawami, włączając w to UFO, Yeti i uroczego potwora z Loch Ness.

Rozprawia się z nimi tym oto stwierdzeniem, że wszystkie one istnieją i nie istnieją jednocześnie, bo pochodzą z dajmonicznej warstwy rzeczywistości, która jest prawdziwa i nieprawdziwa, a z której one (te stwory) sobie do nas czasem wypełzają.

No więc, jeśli zobaczysz UFO, ducha, yeti, wróżkę zębuszkę, znikniesz na parę godzin, a wrócisz po kilku dniach, to miałeś spotkanie z dajmoniczną warstwą rzeczywistości albo ona z tobą. Coś wypełzło i się objawiło, trochę cię przestraszyło i do swego daimonicznego domu wróciło. Sprawa zamknięta, a zespół z “Archiwum X” jedzie na wakacje.

Szybko poszło, prawda?
Niestety nie, i dobrze, bo o czym miałaby traktować reszta tego przydługiego tekstu? Rozwiązanie jednego problemu zawsze stawia przed nami kolejne.

„Archiwum X” zamykamy, ale „Archiwum Dajmoniczne” otwieramy. Zadaniem dla tej nowej jednostki będzie rozszyfrowanie, co to właściwie jest to „dajmoniczne”, z czym to się je i czy w ogóle się je?


Bliższe spotkanie z „Daimonic Reality”

Książka Patricka Harpura „Daimonic Reality: A Field Guide to the Otherworld” nie doczekała się polskiego wydania, a istnieje w przestrzeni czytelniczej już od 1995, kiedy to została opublikowana w Wielkiej Brytanii i USA.

Jaką dokładnie zabawę literacką przygotował dla nas Patrick H.?

Otóż przeprawia on nas przez dość różnorodną listę zjawisk, objawień, postaci, wizji, podróży w inne światy i faktycznie tworzy coś na wzór wspomnianego „Archiwum Dajmonicznego”. Robi to wszystko, pozostając mocno z boku tych wszystkich incydentów i poszukując ich wspólnych elementów, ich wspólnej natury, ich wspólnego (dajmonicznego) pochodzenia.

Już na samym początku Harpur zadaje bardzo intrygujące pytania: dlaczego jako ludzie mamy tak silną tendencję, aby ponadkulturowo i ponadepokowo doświadczać zjawisk niezwykłych i paranormalnych? Dlaczego w ogóle przez wieki o nich mówimy, jeśli to wszystko tylko wymysły naszych zagubionych dusz i wątłych, podatnych na złudzenia umysłów?

Spotkanie z tą książką to jak spotkanie z niezidentyfikowanym obiektem latającym i rozmowa z jego zielonym pilotem. Z jednej strony ukazuje nam się nowa rzeczywistość, wiele tajemnic się wyjaśnia, ale z drugiej strony nie wiemy, co z tym spotkaniem zrobić. Uwierzyć, powiedzieć komuś? A może nam się wydaje, a może pilot był przebierańcem, a cała sytuacja internetowym prankiem.


Trikster patronem warstwy dajmonicznej

Dajmoniczne żarciki to faktyczne ryzyko. Dajmonicznym światom patronuje bowiem nikt inny jak Hermes we własnej osobie. A znamy tego gagatka i jego wiele twarzy, w tym triksterskie sztuczki, mieszanie faktów i fikcji, małych kłamstewek i wielkiej prawdy… I jak my mamy w tych warunkach pracować?

Zanim jednak Trickster złapie nas w sidła chaosu, pochylmy się na chwilę nad paroma definicjami niezgrabnie przez nas sklejonymi. Zanurzmy się nie tylko w dajmoniczne szarości i niejasności, ale też w magię i aurę, jaką to wszystko wnosi w przestrzeń naszych domów, lasów i mokradeł. (Na triksterskie sztuczki i żarciki miejmy jednak oko).


Dajmon w nas

Określenie „dajmoniczna” (ang. daimonic) Patrick Harpur wywodzi od greckiego dajmona, na którego istnienie i znaczenie wskazywał już Sokrates. Pojęcie to oznacza naszego wewnętrznego przewodnika, z którym przychodzimy na świat, a on przychodzi z nami.

Przewodnik ten prowadzić nas ma w kierunku spełnienia naszej życiowej misji. On tę misję zna. My o niej zapomnieliśmy przychodząc na świat, ale mamy sobie ją wspólnie z naszym dajmonem „odzapominać”.


Dajmoniczność wokół

Dajmon rozumiany jako przewodnik jest czymś wewnętrznym, jednostkowym, oddziałującym w obrębie psyche pojedynczego człowieka jako głos duszy, jako głos serca.

I właśnie tutaj Patrick Harpur wprowadza swoje zamieszanie, bo wyprowadza tego naszego wewnętrznego dajmona na zewnątrz. Tym samym dajmoniczna siła nie istnieje już tylko w nas, ale staje się czymś, co przenika całą rzeczywistość. Staje się właściwością rzeczywistości – warstwą tajemniczą, liminalną, ulotną, graniczną, nieuchwytną, albo uchwytną, ale tylko na chwilę. To co dajmoniczne zawsze czai się gdzieś z tyłu i skrada się powoli albo błyskawicznie, ale nigdy bez powodu, nigdy bez znaczenia.

Czasem rozbłyśnie światłem na niebie, czasem zostawi ślad wielkiej stopy, czasem wychyli głowę z mokradeł i zawyje w środku nocy. Pojawi się i zniknie, i znów się pojawi. Jest, a może jej nie ma. Już tak od wieków z nami się bawi i migająco nam się objawia. Spisujemy te mrugnięcia i badamy, otaczamy czcią, wyśmiewamy i płaczemy, kłócimy i spieramy, zachwycamy, ukrywamy, ale od zarania dziejów z nią współistniejemy i, co najważniejsze, ją współkreujemy.


Dusza świata czy oceaniczna nieświadomość zbiorowa?

Podobnie jak w założeniach platońskiego konceptu Anima Mundi, gdzie dusza świata przenika i ożywia materię, tak dajmoniczność ożywia i przenika rzeczywistość, wprowadzając do niej świat zjaw, kosmitów, potworów, dziwnych świateł i objawień, a wszystko to w interakcji z człowiekiem i jego wyobraźnią. Harpur uznaje Anima Mundi za kluczową metaforę dla rzeczywistości dajmonicznej.

Kolejną jest koncepcja nieświadomości zbiorowej zaproponowana przez C. G. Junga, czyli będący w ciągłym ruchu, w ciągłym przepływie ocean obrazów, wzorców, symboli i archetypów, który otacza wyspę naszej świadomości, wchodząc z nią w ciągłe interakcje. Harpur dość często nawiązuje do teorii Junga, jednak to Anima Mundi jest mu bliższa jako naczelna metafora dla dajmoniczności, bo to właśnie ta koncepcja przywraca światu duszę i nie redukuje jej tylko do psyche i psychologii.


Ekoton, który zamieszkują gatunki z obu światów w tym Yeti

Harpur wysnuwa śmiały wniosek o istnieniu tajemniczej warstwy pośredniej między materialną rzeczywistością a wyobraźnią i duchem. Warstwa ta komunikuje się z nami (a my z nią) od niepamiętnych czasów. Człowiek, w zależności od czasu, miejsca, kultury i religii, dość różnie tę komunikację interpretuje, ale ta tajemnicza interakcja w różnych kształtach i formach towarzyszy nam od zarania dziejów.

I pomyślmy przez chwilę nad tym ostatnim akapitem, bo raczej jasny to on nie jest, ciemny też nie. Czyli taki pomiędzy, jak wszystko to, o czym opowiada Harpur.

Czy w naszej codziennej rzeczywistości zakładamy istnienie czegoś „pomiędzy” – pomiędzy tym, co fizyczne, a tym, co wykreowane przez wyobraźnię? Czy jakaś dodatkowa warstwa oddziela prawdę od fałszu, realne od nierealnego, ducha od materii? Czy istnieje jakiś ekoton, w którym mieszają się gatunki z obu światów?

Odpowiedź Harpura to jednoznaczne: tak. Tym ekotonem, tą strefą przejścia, tą nieostrą granicą jest rzeczywistość dajmoniczna. To w niej warstwy rzeczywistości na siebie nachodzą. To z niej dociera do nas UFO, aby po chwili zniknąć i wrócić do swojego świata. To z niej wyłania się Yeti, aby zostawić swoje śliczne ślady. To z niej dochodzi wycie czarnego psa, i to do niej potwór z Loch Ness zanurkuje z powrotem, ale pojawi się za jakiś czas ponownie – na krótką chwilę, chwileczkę i tylko na jednym niewyraźnym zdjęciu. Zrobi to po to, aby podtrzymywać legendę i utrzymać wysoką sprzedaż pamiątek.


Potencjał marketingowy stref dajmonicznych

Myślicie, że dajmoniczne zjawy też mają swoje współprace? Jeśli spece od marketingu odkryją tę niszę, nie trzeba będzie długo czekać, zanim Wielka Stopa zacznie stosować peelingi złuszczające naskórek, a Yeti pojawi się we wdzianku znanego projektanta. Zanim to jednak nastąpi i razem opatentujemy ten pomysł, przekonajmy siebie i innych, że dajmoniczna rzeczywistość istnieje, aby potem na spokojnie sprzedawać tam powierzchnie reklamowe.

Pamiętajmy jednak o tym, jak bliski liminalnym przestrzeniom jest Hermes i jego tricksterska persona. Nietrudno będzie tu o większe czy mniejsze kłamstewka, drobne niedopowiedzenia, ludzi, którzy twierdzą, że widzieli, a nic nie zobaczyli, i tych, którzy twierdzą przeciwnie, bo się wstydzą. Światło na niebie może być satelitą Muska, a wycie w nocy dźwiękiem z głośników sąsiada. Ostrożność zalecana.


Szlifowanie dajmonicznego języka

Zdecydowanie musimy też ubogacić nasze słownictwo, żeby o dajmonicznej rzeczywistości mówić (nie wspominając o tym, że chcemy ją później sprzedawać).

Wiemy już, że nie jest ona kłamstwem, ale też nie jest prawdziwie prawdziwa. Istnieje i nie istnieje jednocześnie. Nie istnieje realnie, ale istnieje prawdziwie w wyobraźni, istnieje dajmonicznie.

Pomyślmy o spektaklu w teatrze, gdzie w przedstawianą historię wczuwamy się jak w te najprawdziwsze wydarzenia. Ona nie dzieje się prawdziwie, ale dzieje się wyobraźniowo. I działają: na mnie, na ciebie, na Panią i Pana.

Objawienia z zaświatów tworzą dla nas spektakle nie gorsze i nie mniej wyobraźniowo realne. I tak jak pytamy, co artysta chciał nam przez swoje dzieło powiedzieć, tak też pytamy, co dajmoniczna rzeczywistość chce nam przekazać, manifestując się tu i teraz, w takiej, a nie innej formie.

A do słownika dodajemy od dziś na stałe:

Imaginary (wyobrażone): czyli po prostu to, co sobie wymyślamy i nic się w związku z tym szczególnego nie dzieje. Istnieje jako obraz, wizja w naszej głowie i tylko tam, bez wpływu na rzeczywistość. Sprawa dość prosta i szybko zamknięta.

Imaginal (wyobraźniowe): coś prawdziwego, ale nie w sensie fizycznym, nie dosłownie, jest prawdziwe wyobraźniowo, objawia naszej duszy pewną prawdę i tym samym ma potencjał wpływania na rzeczywistość i wchodzenia z nią w interakcje. Ma potencjał zacierania granic, przenikania granic, przenoszenia granic, znaczeń i prawd z wyobraźni do rzeczywistości, z rzeczywistości do wyobraźni. To do tej kategorii należeć będą mity, symbole, archetypy, sny, Yeti i UFO i tym samym cała nasza dajmoniczna, wesoła ekipa.


„Widziałam sen” zamiast „Miałam sen”

Co może pochodzić z wyobraźni, ale działać w rzeczywistości? Pomyślmy o snach. Jakiekolwiek podejście mamy do snów, to nietrudno wyobrazić sobie sytuację, gdy sen wpływa na nasze życie. Czegoś nie robimy lub coś robimy, albo jakoś się zmieniamy pod wpływem snu. Sen nie był realnie realny, ale zadziałał w rzeczywistości. Prawdziwie prawdziwy nie był, ale imaginalnie tak.

Harpur proponuje, aby o snach myśleć nie w kategorii „miałam sen”, ale „widziałam sen”. Zakładając tym samym, że nasz sen gdzieś tam dajmonicznie istnieje, a nam dane było go zobaczyć. Ciekawa perspektywa, prawda?

Sny snami, to był dość łatwy kawałek chleba. Harpur zabiera nas jednak na bardziej wyboistą wędrówkę. Przykład ze śnieniem, wewnętrzną przemianą bohatera i „widzeniem snu” pewnie łatwiej nam zaakceptować, ale zanurzmy się w ten tajemniczy świat głębiej i przywołajmy najczęstszy dajmoniczny fenomen, czyli światła na niebie.


Co od wieków błyska na niebie?

Kiedyś interpretowane jako wróżki czy znaki bogów, dziś, dla technicznie nastawionego umysłu, widziane są najczęściej jako UFO, tak ostatnio intensywnie popularne.

Imaginalne (wyobraźniowe), takie właśnie według Harpura są wszystkie zjawiska “ufologiczne”, jakie widujemy. Czyli znów coś, co przybywa do nas z krainy wyobraźni, ale manifestuje się na chwilę w materialnej rzeczywistości. Dlaczego pokazuje się mnie, tobie, jemu, dziś, teraz, zawsze w USA albo zawsze w Rosji, w takiej, a nie innej formie? Co chce powiedzieć i co mamy z tym zrobić? Nad tym właśnie mamy się zastanowić, aby zrozumieć przekaz naszego dajmonicznego przyjaciela.


Genius loci

Ciekawie z koncepcją Harpura komponuje się też idea genius loci. Wywodzi się ona z wierzeń starożytnego Rzymu, a zakłada istnienie duchów opiekuńczych powiązanych z danym miejscem, które czuwają nad tą przestrzenią i nadają jej unikalny charakter.

I nietrudno faktycznie odczuć czasem taką atmosferę różnych przestrzeni. Wystarczy pomyśleć o miejscach mocy, opuszczonych domach, pustych przestrzeniach, korytarzach, przejściach podziemnych, zabytkowych kamienicach, zameczkach, kościołach i… urzędach (tu to czasem trudniejsze w obsłudze duszki mieszkają). Ale nie psujmy klimatu za bardzo i ucieknijmy z urzędu w poszukiwaniu prawdziwie dajmonicznego czasu i przestrzeni.


Dajmoniczne miejsce, dajmoniczny czas

Jest nim wszystko to, co liminalne, co na granicy, krawędzi, w strefie przejścia, pomiędzy.

Szukajmy dajmonicznego o zmroku lub o świcie, na zamglonym brzegu morza, na pustkowiu nocą, na cmentarzu w czasie godziny duchów, na bagnach i w opuszczonych budynkach, w czasie przesilenia lub równonocy, przed burzą, po grzmocie, w kamiennym kręgu, na strychu, w piwnicy, w ruinach, u stóp świętego źródła. Na granicy wioski i na rozstaju dróg, na mostach. Tam, gdzie rzeczywistość się rozwarstwia, rozszczepia i zakrzywia. Słuchajmy szeptów i szelestu piór, odczytujmy przesłania płynące z szumu traw. Patrzmy w chmury i obserwujmy mewy.

Świat dajmoniczny cały czas wyłania się z mroków naszej podświadomości. Czynił to przed wiekami, czyni to teraz i czynić będzie. A my będziemy tańczyć w tańcu zjaw, duchów, objawień i marzeń na jawie. Będzie nas otaczać aura tajemniczości, mgła niepokoju, cień niepewności, nostalgiczny szum traw, światło księżyca, śpiew duchów, elfów i wróżek, rozbłysk świateł i okrąg zbożowy. Bo znaczenie wyobraźni i tego co imaginale, jest większe niż nam się wydaje. Świat posiada duszę, która wyjdzie nam na spotkanie, jeśli odpowiemy na jej wołanie.

Tak przynajmniej twierdzi nasz drogi Patric Harpur, a z jego książką „Daimonic Reality: A Field Guide to the Otherworld” oczywiście polecam się spotkać, choć na chwilkę o świcie lub przed zmrokiem, w świetle księżyca lub w gęstej, cudownej mgle.

Photo by Pascal Debrunner on Unsplash