Kryształowa Kura - początek
Na początku była ona.
Powstała ze światłości, zeszła do ciemności. Powróciła. Chociaż może nigdy tam nie była i po prostu w hucie szkła się narodziła. Każdy może wybrać wersję swoją, ale faktem jest, że dziś ją mamy i do niej wzdychamy.
Dostojna, czysta, świetlista. Pełna mocy i niemocy. Światła i ciemności. Piekła i boskości.
Z połączenia tych właściwości, narodziła się i dziś między nami gości:
Kryształowa Kura
Kim jest, co nam zniesie a czego nie wytrzyma? Czym jest jej rodzina? Wychowała się w samotnym kurniku, a może miała przyjaciół bez liku? Tego nam nie zdradza. Patrzy tylko kątem oka i ocenia nas z wysoka.
Nie mówi o przeszłości, nie zdradza przyszłości. Nie przekazuje żadnych wiadomości. Uwznioślona i wyniosła, bo tak wiele przecież zniosła. Ale takiej jej potrzebujemy. Bo nie spogląda na nas z ziemi, ale z bardzo wysoka, kątem tego słynnego lewego oka.
Błyszcząc w słońcu, zalewa horyzont cieniem i przeraża nas swoim wzniesieniem.
Zbliża się do słońca, a jednak jej skrzydła nie płoną,
Ciągnie za sobą piekielny cień, a jednak jej skrzydła nie płoną,
Póki jest z nami i na jej święte oblicze spoglądamy, cieszmy się tym licem jak i naszym ciemnym życiem. Niech nas rozświetla i ocienia, oddając tym samym dwa wymiary istnienia.
Śmieję się i płaczę z radości i smutku że naszą Kryształową Kurę za kilka chwil zobaczę …
początek stwarza koniec … ale tworzy też ten moment pomiędzy, więc chwilo trwaj!
