O nieperfekcyjnym czytaniu „Addiction to Perfection” Marion Woodman
Trudno mi wyobrazić sobie lepszy hołd dla książki zatytułowanej „Addiction to Perfection: The Still Unravished Bride” niż przełamanie swoich dążeń do perfekcji. Oczywiście nie twierdzę, że mam do jakiejkolwiek perfekcji blisko, ale chyba każdy jakąś skalę swojej perfekcji wyznacza, np. że notatkę się skrzętnie opracowuję dopiero, gdy do ostatniej strony książki się dzielnie dotarło.
Moja aktualnie czytelniczo nieperfekcyjna relacja z książką Marion Woodman jest więc okazją, żeby tę nikczemną praktykę przełamać.
Prezentuję dziś skromną refleksję wywołaną przez książkę, której jeszcze w całości nie przeczytałam. I jest to druga książka dzisiejszej autorki, przy której mogę pochwalić się „zaczęciem i jeszcze nieukończeniem”, więc tej nieperfekcji można się doszukać o wiele więcej.
Mogłabym czytanie książki „Addiction to Perfection” zakończyć już na przedmowie i o dziwo czytanie tak nieperfekcyjne nadal byłoby bardzo wartościowe. Już we wstępie autorka nakreśla bowiem wizję czegoś, co mnie teraz męczy i za mną chodzi. Jest to wizja strasznej SPIRALI.
Posłuchajcie sami:

Spiralne pisanie
Oprócz zestresowania ten oto fragment, w którym Woodman podkreśla odejście od liniowości w pisaniu na rzecz „spiralności”, mocno mnie zatrzymał. Bo o ile „myślenio-czucie” spiralne, gwieździste (i w wielu innych kształtach) wydaje mi się dość naturalne, to już pisanie takie słowo po słowie, zdanie po zdaniu, strona po stronie od 1 do 100 z tą spiralą jakoś mi się gryzło w pierwszym odczuciu.
Może jest tak, jak Woodman zaznacza, że zmiana nastawienia i to zrelaksowanie jest konieczne, aby taką spiralę tekstową i życiową dostrzec, docenić i mieć odwagę się z nią bawić. Nie prostując jej przy tym na siłę, aby pasowała do tego jednego, jasnego jak słońce celu, który gdzieś tam na wprost przed nami został kiedyś namalowany, a szlak do niego wyczyszczony i zoptymalizowany.
Spiralne oddalanie się od centrum, powracanie do niego i cykliczne zmienianie perspektywy daje szansę na piękne i wielostronne postrzeganie.
Za którymś obrotem to, co przeoczone, ma szansę zostać zobaczone.
Spiralne czytanie
W spiralnym czytaniu nawet domyślna liniowość papieru, tego w dłoni lub tego „e”, nie gwarantuje nam prostego dojścia z punktu A do B. I dzwon nie będzie dzwonił dla wszystkich tak samo i o określonej godzinie.
Porządek rzeczywistości spirala mocno zakrzywia i już nie wiesz, kiedy i z której strony dźwięk może nadejść ani jak głośno zawyje. Czasem po prostu wybucha niespodziewanie.
I właśnie te dzwony dzwoniące i nagle, w pobliżu są najstraszniejsze, bo oprócz bolesnego dźwięku niosą też poczucie winy. Już wiesz, że byłaś nieostrożna, że coś przegapiłaś, że dało się dzwon usłyszeć wcześniej i ciszej.
A może miałaś usłyszeć „po czasie”, ale właśnie tak bardzo, bardzo głośno, że już nic się nie liczy, tylko ten koszmarny dźwięk.
Ze spirali w kłącza perzu
To jak już mamy i dramatyzm, i wybuchające dzwony, i poczucie winy, to wyobraźmy sobie jeszcze inny koszmar perfekcjonistów (ogrodowych), czyli wyobraźmy sobie straszny PERZ.
Wszyscy wiemy że, taki perz to ani mocno ładnym, ani wzbudzającym sympatię stworzeniem nie jest, ale to do niego właśnie mnie czytelnicze „spiralowanie” zaprowadziło.
Bo zamiast (jak wzorce nakazują) kończyć czytanie książki Woodman, odbiłam w boczną ścieżkę poszukiwań i co się okazało? Okazało się, że boczna ścieżka, na którą mnie Woodman nakierowała, mocno kłączami jest pokryta. A obok niewyregulowane rzeki intensywnie meandrują. I ich wody mętnieją.
Znów ta mętność i niejednoznaczność, i jeszcze z perzem.
I jeszcze z tęsknotą.
Bo od razu za spiralami zatęskniłam. One jakieś centrum przynajmniej mają i w ładny kształt się składają.
Perz z kształtu i liniowości nic sobie nie robi.
My sobie też nic sobie nie zrobimy i w tym punkcie zakończymy, ale do perzu na pewno kiedyś spiralnie powrócimy.
Wiem, że ta „perzowa” końcówka brzmi jak antyreklama wszystkiego albo wręcz jak zapowiedź reklamy, tyle że oprysku.
Bo kto chciałby wracać do perzu po coś innego niż to, aby go unicestwić.
Wyjaśniam jednak, że o perzu mam ochotę pogawędzić (zamiast go wyrywać) tylko dlatego, że pod wpływem słów Woodman zawiało mnie w rejony książkowe takie jak: Jane Alison, Meander, Spiral, Explode: Design and Pattern in Narrative (2019) (dumnie dodane do listy lektur.)
A potem dotarłam w obszary zahaczające o rozważania o pisaniu kłączowym albo rizomatycznej strukturze tekstu (ang. rhizomatic writing) 1. Tak, przyznaję, że obie te nazwy są dziwne, ale bez próby ich perfekcyjnego definiowania wyjaśnię, że mam tu na myśli rejony okupowane przez autorki i autorów reprezentujących te wszystkie podejścia, które z liniowością w pisaniu, czytaniu i w życiu oraz z liniową podróżą bohatera 2 tak trochę (lub bardziej, a nawet mocno) strukturalnie polemizują.
A wszystkie te dzisiejsze i spiralne, i kłączowe „nieperfekcje”, od „Balansu” i od i Woodman się zaczęły. Za te inspiracje bardzo serdecznie dziękujemy. I dalej sobie nieliniowo i niebohatersko książkowo podróżujemy.
P.S. Wiem też, że są ładniejsze i sympatyczniejsze kłącza niż perz, które mogłyby nam tu posłużyć jako przykłady. Albo moglibyśmy zanurzyć się w świat grzybni lub brodzić w rzecznych meandrach. One jednak potrafią być zbyt ładne i zbyt poetyckie. Pamiętajmy, z jakiego centrum nasza dzisiejsza spirala wyruszyła. Czy ktoś kiedyś perz o perfekcję posądził? No właśnie! Niech perz też ma swój nieperfekcyjny dzień.
P.S.2 Wszelkie nieperfekcje w tym tekście są ściśle zamierzone! ;)
P.S.3 I jeśli macie swoje ulubione kłącza i o nich jakieś kłączowe opowieści, to chętnie posłucham. Tylko żadnych wzorcowych wzorców bardzo proszę nie przemycać. Dziś odwracamy od nich z pogardą wzrok, aby jutro znów się z nimi porównywać :)
1 „Kłącze (filozofia)”, Wikipedia
2 „From Chronological to Spiral Structure — Why and How”, Brevity Blog