„Żyjąca góra”, czyli gdy mgła odsłania, a woda przestaje zakrywać dno
„Żyjąca góra” ma ciekawą historię i ciekawą autorkę.
I jeśli ma być ciekawie, to zaczniemy od dwóch ciekawostek.
Od 2016 roku wizerunek Nan Shepherd widnieje na pięciofuntowym banknocie wydawanym przez Royal Bank of Scotland1.
W latach 2019–2023 przyznawano szkocką nagrodę Nan Shepherd Prize2, doceniającą literackie głosy z obszaru pisarstwa przyrodniczego. Być może nagroda powróci, ale wygląda na to, że udała się na małą przerwę.
„Żyjąca góra” też miała swoją przerwę. Książka, napisana w 1940 roku, spędziła w ciemności szuflady skromne 30 lat, bo do jej wydania doszło dopiero w roku 1977.
Trudno określić, czym tak właściwie jest ta opowieść o spotkaniach z surowym krajobrazem szkockiego płaskowyżu Cairngorms.
Dzieje się w tej książce niewiele, a jednak dzieje się dużo. Autorka nie chwali się tu zdobywaniem szczytów, a jednak na pewne szczyty się wspina. Nie każe nam nurkować w mistycznych głębinach, a jednak w pewne głębiny zagląda.
Pokazuje swoje ukochane góry, pokazując jednocześnie, że pokazywanie, widzenie i dostrzeganie nigdy się nie kończy. Że zawsze jest i będzie coś wartego zobaczenia i odkrycia.
Robert Macfarlane3 we wstępie do „Żyjącej góry” twierdzi, że przeczytał tę książkę już wiele razy i za każdym razem znajduje w niej coś nowego.
Mojemu czytaniu przyświecała więc intencja uchwycenia i zaznaczenia tego, co do mnie w tym pierwszym zderzeniu przemówiło najbardziej.
Bo zawierzam słowom wstępu, że jest to opowieść, którą, tak jak góry, oglądać można i trzeba wiele razy, z wielu różnych perspektyw.
Zderzenie klarowności z mglistym zamgleniem
I przyznaję od razu, że spodziewałam się bardziej „poetyckiego” ujęcia. Nie twierdzę, że książka poetycka nie jest, ale patrząc sobie tak prosto na tytuł i okładkę, zakładałam, że górska rzeczywistość będzie się w książce bardziej rozmywać, rozpływać, zamazywać, a potem zakwitać.
I o ile po części tak jest, to jednak nie dokładnie w taki sposób, jak to sobie założyłam.
Styl opowieści Shepherd, jest orzeźwiający, rześko wyostrzający zmysły, klarowny, czysty. Nie zaburza obrazu, nie przesłania go.
Za to bardzo odsłania i wyraźnie pokazuje surowe piękno szkockiego płaskowyżu. Działa trochę tak, jak głęboki, ale przezroczysty górski staw. Pozwala bez mętnych zakłóceń zobaczyć kamienie i piękno dna, ale daje też naszym oczom i duszom poczuć chłodną, niezmierzoną otchłań.
Bo góry chyba tak się z nami komunikują — odsłaniając i zasłaniając. Czasem przy tym zachwycają, a czasem bezwzględną surowością przerażają.
Surowością na pewno, bo już w pierwszym zdaniu wstępu dowiadujemy się od Roberta Macfarlane’a:
Góry Cairngorms na północnym wschodzie Szkocji to brytyjska „Arktyka”.

Mam też takie ciche wrażenie, że opowieść Shepherd dobrze oddaje sposób patrzenia i styl bycia, jaki zazwyczaj przywdziewamy w trakcie górskich wędrówek.
Bo w górach nasza percepcja ma szansę i poetycko się rozszerzać, zachwycać i pięknie trwożyć, ale musi też pozostać skupiona, wyostrzona i w miejscu oraz czasie głęboko osadzona.
Chcemy górskie piękno dostrzegać i je kontemplować, ale też musimy skutecznie otoczenie monitorować.
Zwłaszcza jeśli nagle pojawi się mgła.
Mgła, która zakrywa, potrafi też odsłaniać.

Tak, to właśnie ten fragment, który na chwilę nałożył na górski krajobraz mgłę, zadzwonił dla mnie najmocniej.
Mgła jest stanem przejściowym, fazą liminalną. Zaciera dobrze znane granice, jednocześnie tworząc nowe. Narzuca nam swoją perspektywę, niektóre elementy eksponując, inne skutecznie zamazując. Pewnym zjawom pozwala się ukryć, ale inne wyprowadza z ciemności, zapraszają na scenę i oświetlając ich mętne twarze bladym światłem.
Mgła jest jak filtr, który czasem uwypukla piękno, a czasem pięknie zaznacza brzydotę. Czasami rozjaśnia, a innym razem zaciemnia. Niby jest na zewnątrz, ale wdziera się też do środka. Wnika w materię, wnika w nas.
Shepherd jednak mgły nie dramatyzuje. (W przeciwieństwie do tego, co ja trochę czyniłam powyżej). Autorka po prostu obserwuje i po prostu dostrzega.
Zatrzymuje się przy mgle na chwilę. Chwilę kontempluje. Na chwilę zmienia percepcję, a po chwili przemieszcza się dalej.
Nie szuka dodatkowych tajemnych mocy, bo mocno czuje, że właśnie po takiej wielkiej mocy stąpa. Ma ją wprost pod stopami.
Potęga gór nie wymaga koloryzowania.
I wyczuwalny jest w książce ten balans, który przypomina, że góry widziane tylko przez pryzmat wysokości czy ilości kroków przestają do nas mówić, ale też całkowite poddanie się podszeptom zamglonego powietrza zwiedzie nas na szlaki i w miejsca, w otoczenie i o czasie, w którym zdecydowanie nas być tam nie powinno.
I może góry Nan Shepherd nas tego trochę uczą. Że oczy muszą być szeroko otwarte, ale zamglenie i mrużenie też ma swoją doniosłą funkcję. A prawda i poznanie w obu spojrzeniach jest skrywane.
Możemy więc zmianę sposobu patrzenia ćwiczyć mrużąc oczy sami, ale może też nam dopomagać przyroda, zsyłając swoje białe zasłony i otulając nimi domyślną perspektywę, obdarowując nas w zamian nową; cenną, nawet jeśli tylko chwilową.
Mgła to tylko jedna z wielu górskich perspektyw, które dostrzeżemy i poczujemy w trakcie spaceru z Nan Shepherd.
„Żyjąca góra” na taki spacer nadaje się idealnie, bo przeczytać ją można w całości w trakcie jednej popołudniowej, książkowej wędrówki.

Książka Nan Shepherd staje się też pierwszym elementem kręgu, który zapowiedziałam sobie kiedyś tam wcześniej, że takowy będę budować. Mam tu na myśli książkowy krąg, na wzór kręgu kamiennego, skupiający opowieści przyglądające się „mocy miejsc”.
Dla Nan Shepherd płaskowyż Cairngorms z całą pewnością miejscem mocy był, dlatego z radością nasz krąg tym książkowym spotkaniem inicjujemy.
Tak, kręgi buduje się długo, ale fajnie jest w końcu zacząć! :)
2 Strona Nan Shepherd Prize
3 Przy okazji lektury książki Shepherd dojrzałam, że na polskim rynku ukazała się właśnie teraz na początku maja książka Roberta Macfarlane’a „Czy rzeka żyje?”. A rzeki swoimi meandrami i spiralami przy okazji spiralnych rozważań mocno mnie wzywały, więc chyba nie ma wyjścia i trzeba będzie też rzekom się przyjrzeć. Myślicie, że w nich też jest moc? :)